Do apteki wchodzi młodzieniec i mówi:
- Poproszę prezerwatywę. Moja narzeczona zaprosiła mnie na kolację do domu. Chodzimy ze sobą już trzy miesiące i robi się między nami coraz goręcej. Myślę, że dziś wieczorem to zrobimy.
Farmaceuta podaje prezerwatywę, chowa do kasy pieniądze i młodzieniec wychodzi. Po chwili wraca i mówi:
- Poproszę jeszcze jedną. Siostra narzeczonej to niezła dupcia. Nieraz rozchylała przede mną nogi, czasem widziałem nawet majteczki. Mam wrażenie, że i ona coś ode mnie chce.
Farmaceuta podaje drugą prezerwatywę, chłopak wychodzi, lecz znów wraca.
- Poproszę jeszcze jedną. Matka narzeczonej też jest niczego sobie. Ociera się o mnie, kiedy przechodzi obok mnie, nie wykluczam, że dziś może się coś wydarzyć.
Wieczorem, przy kolacji, chłopak siedzi za stołem obok narzeczonej. Po drugiej stronie stołu usiadły jej siostra i matka. Wchodzi ojciec narzeczonej i zasiada za stołem. Chłopak opuszcza głowę, składa ręce do modlitwy i szeptem zaczyna się modlić:
- Dziękujemy ci Boże za to jedzenie, dziękujemy ci Boże za to jedzenie...
Mija pięć minut, a on wciąż się modli. Rodzina wymienia zdziwione spojrzenia, w końcu narzeczona mówi:
- Nie wiedziałam, kochanie, że jesteś taki wierzący.
- A ja nie wiedziałem, że twój ojciec jest farmaceutą!